czwartek, 28 marca 2013

Okuden - podsumowanie.

Czytając ten dziennik, zwłaszcza ostatnie wpisy ktoś może pomyśleć WOW, ale jazda! Pamiętać jednak należy, że każdy z nas ma inne zdolności i predyspozycje. Jak widać u mnie uaktywniły się wizje a u kogoś innego może to być coś zupełnie innego lub nic - taki scenariusz też jest możliwy.
Muszę teraz rozpracować jak to u mnie działa i nauczyć się interpretacji moich wizji. Podam przykłady, które ostatnio mi się przydarzyły. Pamiętajcie, że poprzednie wpisy były dodawane z miesięcznym opóźnieniem a poniższe przykłady są aktualne.

Pierwszy przykład:
Moja znajoma Beata (to ta od pieska, którym się opiekuję) zachorowała, ale tak poważnie, że całkiem ją "pozamiatało" - wysoka gorączka i silne osłabienie, że nie mogła wręcz chodzić o własnych siłach. Zrobiłam jej zabieg na odległość i oto co zobaczyłam:

1. Na szyi miała zawiązany ciemny wręcz czarny szeroki pas (taki ze 2-3cm) w sposób jak zakłada się czasami szalik:


Mimo iż nie narzekała na gardło to coś takiego widziałam. Rozpuściłam ten pas bo stwierdziłam, że nie powinno go tu być. Po dwóch dniach okazało się, że w gardle i jamie ustnej pojawił się wykwit białych pęcherzyków i dopiero zaczęło boleć gardło.

2. Na klatce piersiowej leżał ogromny drewniany krzyż, który bez problemu (gdy chciałam mu się przyjrzeć) uniósł się i też dał się rozpuścić. Krzyż ten był naprawdę duży - miał gdzieś z 20cm szerokości na 30cm wysokości. Górna jego część sięgała żuchwy, dolna prawie pępka a ramiona krzyża kończyły się na brodawkach. Sprawiał wrażenie masywnego i ciężkiego, szerokość listwy była rzędu 5cm, grubość ze 2cm. Na następny dzień niemiłosiernie kuło ją w mostku podczas kaszlu i głębszego oddechu.

3. Na wysokości pępka widziałam leżącego z rozpostartymi skrzydłami ognistego ptaka. Od razu na myśl przyszedł mi Feniks. Co się okazało? Za dwa dni miała biegunkę.

Drugi przykład:
Moja Mama poczuła się gorzej po zabiegach na kolano i poprosiła bym na razie nie robiła jej ReiKi. Na szczęście okazało się po wizycie u chirurga, że te bóle są naturalną koleją rzeczy po operacji, czyli energia nie wywołała bólu i ogólnego pogorszenia samopoczucia a był to jedynie zbieg okoliczności. A tak na marginesie to jestem ciekawa czy ReiKi podczas rekonwalescencji po operacjach może wzmagać ból? Jeszcze nie znam odpowiedzi na to pytanie, z czasem pewnie się dowiem. Wracając do opisywanego zdarzenia... gdy chciałam się połączyć z mamą by sprawdzić czy wszystko jest OK to zdarzyły mi się ciekawe rzeczy.

Na początku miałam problem z zapaleniem świeczki, tej samej co używałam dzień, czy dwa dni wcześniej do łączenia z Mamą. Kiedy już mi się udało ją zapalić to przy próbie połączenia przed tunelem, którym miałam "polecieć" do mamy było pełno węży i syczały na mnie bym się nie zbliżała. Uuuuu, jak to zobaczyłam to zrozumiałam, że coś jest nie tak i poprosiłam wprost, żebym dostała jasny znak, że nie mam się łączyć. Wtedy, wewnątrz dłoni (na ich czakrach) poczułam zimny punkt wielkości łepka takiej większej śrubki. No cóż, zakończyłam próbę połączenia bo i tak nic by z tego nie wyszło. Nic na siłę :)

Wygląda na to, że w taki właśnie sposób zamanifestowała mi się blokada jaką moja Mama stworzyła, mówiąc, że nie chce teraz ReiKi.

Trzeci przykład:
Ten przykład będzie zupełnie inny bo z udziałem pieska. Po tej wizji, zrozumiałam, że wizje od zwierząt są proste i bez potrzeby interpretacji. To co widziałam było Koki marzeniami i wspomnieniami. Być może to wyjątek potwierdzający regułę, ale przekaz był prosty. Opowiem po kolei...
Na początku marca było kilka dni bardzo słonecznych, wręcz wiosennych i Koka (piesek) dostała depresji. Nic jej się nie chciało, zero zabawy i ciągle leżała z smutną miną w promieniach słońca.
Zrobiłam jej zabieg z użyciem drugiego znaku na głowę. Podczas "seansu" Koka pokazała mi łąkę czy polankę i ścianę lasu. Kolory były przepiękne, zieleń mega soczysta, w ogóle wszystkie kolory były bardzo jaskrawe. Koka kica po tej polanie bardzo szczęśliwa. Nagle staje (w tym czasie mój punkt widzenia przesuwa się za nią i widzę dokładnie to co ona) i zaczyna radośnie biec w podskokach (robiąc susy przez wysoką trawę i polne kwiaty) w otwarte ramiona swojej Pani. Za moimi plecami (obserwatora) czuję, że stoi jej Pan (Darek mąż Beaty).
Jak opowiedziałam to Beacie to powiedziała, że wszystko jest jasne, skąd ta depresja. To jest pierwszy rok gdy wyjechał jej Pan. Zawsze gdy było ciepło jeździł z nią na "działkę", która jest położona w lesie na polanie. Stoi tam mały domek i to jest raj Koki. Ona po prostu kocha to miejsce i gdy słońce zagościło na kilka dni to dopadła ją depresja, że musi siedzieć w bloku i bardzo tęskni za tą wolnością.
Spytałam się też Beaty, czy nocą Koka czasami patrzy na księżyc bo pokazała mi też scenę w której ona jest uśmiechniętym, szczęśliwym wilkiem wyjącym do księżyca.
To też Beata mi potwierdziła.

Z pierwszych dwóch przykładów wychodzi, że zanim nauczę się interpretować wizje upłynie wiele wody w rzece. Otrzymałam dar, ale nie umiem się nim jeszcze posługiwać. Wszystko jednak przede mną :) A co do zwierząt będę musiała jeszcze kiedyś tego spróbować, ale z innym zwierzaczkiem, czy też ujrzę jasne klarowne wizje, czy może to był jednorazowy przypadek.

PODSUMOWANIE

Co zmieniło się u mnie po jedynce?
- kolor widzianej energii (z niebieskawej na białą);
- energia jest silniejsza i precyzyjniejsza. Ma również wiele postaci, od białej wiązki laserowej, przez deszcz do postaci szerokiej tafli ogarniającej daną przestrzeń;
- mam wrażenie, że ogólna temperatura mojego ciała chyba wzrosła bo nie jestem już takim zmarzluchem jak kiedyś. W każdym bądź razie zimą dłonie nie marzną mi tak szybko :)

Jakie mam plany na najbliższą przyszłość?
- będę rozwijać się energetycznie i pracować z ReiKi tak często jak się da;
- pisałam już w którymś poście, że pragnę nauczyć się widzieć aurę i chcę tego spróbować;
- być może moja przygoda z ReiKi nie ostanie na II poziomie.........

środa, 27 marca 2013

Okuden - Oczyszczanie zakończone. Uzupełnienie.

27-02-2013r.
Uznałam, że muszę dokończyć wczorajszą historię. Dzień skończył mi się dopiero koło 02:00 w nocy, ale nie miałam już siły opisywać wszystkiego wczoraj i po 02:00 poszłam spać.
Od około 23:30 rozmawiałam na GG z Justyną. Wysłałam jej tekst, który jest z dnia wczorajszego. Justa włączyła do tego Marcina bo sprawa okazała się poważna. Marcin z chęcią przystąpił do rozmowy, gdyż fascynują go osoby z autyzmem (ich świat duchowy). Potwierdził moją wizję iż opiekunem Kevina jest Smok. Zapewnił też iż jego opiekun cyt. „... to sprawna bestia...” i „... bardzo mu na nim zależy ...” oraz w kontekście czarnych energii „... nic mu nie grozi ...” i „... jest bezpieczny ...”. Także o Kevinka nie muszę się martwić, a mi na szczęście też nic nie zrobiły, bo spałam jak niemowlę :)
Myślę, że w najbliższym czasie napiszę podsumowanie i na tym zakończę wpisy na blogu. No chyba, że zdarzy się coś niesamowitego, wówczas wpis może się pojawić :)

wtorek, 26 marca 2013

Okuden - Dwudziesty pierwszy - ostatni dzień oczyszczania.

26-02-2013r.
Teraz już wiem, dlaczego zasnęłam wczoraj zaraz po odprowadzeniu dziecka do przedszkola. Bo gdyby spotkało mnie to o czym zaraz napiszę to z pewnością bym się poddała i przerwała połączenie. Nie uprzedzając jednak faktów opiszę dzisiejsze moje spotkanie z Kevinem.
O godzinie 10:00 połączyłam się z moim chrześniakiem. Sama nie mogę uwierzyć w to co zobaczyłam. Wydaje mi się to bardzo nierealne i niesamowite! Ale do rzeczy, zacznę od początku. Przed wyruszeniem w podróż „poza czasem i przestrzenią” do Kevinka przygotowałam się jak zawsze, czyli świeczka, moja formułka i zastosowałam wszystkie trzy znaki gdyby Kevin potrzebował np. uspokojenia od drugiego znaku. Pomyślałam, że nie zaszkodzi wyrysować wszystkie trzy znaki a ciało eteryczne dziecka samo zdecyduje, czy czegoś potrzebuje.
OK, zrobiłam to wszystko i zaczęłam precyzować o co chodzi w połączeniu z Kevinem, czyli, że chcę wygładzić jego aurę i by jego ciało energetyczne pokazało mi czy nie potrzebuje pomocy ReiKi po czym wyruszyłam w podróż podążając na świetlistej energii jak surfer :).
Dotarłam do Kevina. Leżał na brzuszku. Przywitałam się z nim, przedstawiłam i oznajmiłam jakie mam zamiary. Jednak „komuś” moja wizyta się nie spodobała. Nie uwierzycie (sama nie mogę w to uwierzyć)! Zaatakował mnie wężowy SMOK – przezroczysty z błyszczącymi na biało krawędziami smok bez skrzydeł. Dragon był skrzyżowaniem poniższych dwóch rysunków białych smoków tylko ten którego widziałam chyba nie miał rogów.

rys. 3. Smok

Poruszał się tak jak płynący delfin i chwycił mnie paszczą za rękę odsuwając od dziecka. Gdy tak oddalaliśmy się od Kevina, tłumaczyłam mu, że mam czyste zamiary i nie wyrządzę mu krzywdy. Nagle zniknął, ale ja byłam.... ??.... nie wiem..... w niczym..... byłam poza czasem i miejscem..... w ciemności. Nadal jednak znajdowałam się w tunelu, który utworzyłam w drodze do Kavinka, więc postanowiłam ponowić próbę. Jeżeli tym razem zostanę przegoniona to dam sobie spokój. Zatem ponowiłam próbę i jeszcze raz powiedziałam z jakimi zamiarami przychodzę. Następnie powiedziałam, że teraz wygładzę mu aurę. Jego opiekun pozwolił mi na to. Aura Kevinka jest cudowna, ma kolor skrzącego się ametystu tak jakby ametyst pokryty był masą perłową (uogólniając aura Kevina jest fioletowa – tak ją widziałam). W dalszej kolejności poprosiłam by pozwolił mi „dotknąć” jego czakr. Zaczęłam od czakry korony. Widziałam ją w kolorze białym i chyba była otwarta, takie odniosłam wrażenie. Zeszłam do trzeciego oka i tutaj było dziwnie bo nie mogłam nic zobaczyć dlatego, że ta część ciała eterycznego odbijała energię. Można porównać to zjawisko do odbijania przedmiotu przez gumową powierzchnię, czyli powierzchnia się ugina i odbija przedmiot. Tak to mniej więcej wyglądało. Czakra gardłowa nie potrzebowała też energii co mnie zdziwiło bo Kevin prawie nie mówi. Zapytałam czy na pewno nie potrzebuje doenergetyzowania tej czakry i wychodzi na to, że nie potrzebuje. Zeszłam zatem do czakry serca i uwaga, tutaj zaczyna się SCI-FI (Science Fiction). Nie zobaczyłam czakry serca tylko coś jakby okrągły biały kryształ lub perłę pokrytą nie mgiełką tylko jakby miniaturowymi, otaczającymi ją białymi chmurkami. HĘ?!? O co chodzi? No nic, przyglądałam się dalej temu zjawisku z ciekawością. I dobrze, że nie „poszłam dalej” bo widziany obraz zaczął się rozszerzać i teraz widziałam już całą galaktykę. Był to jakiś układ słoneczny. Nie wiem czy nasz bo i tak bym nie poznała, ale ta gwiazda centralna, która u nas byłaby słońcem nie była żółta tylko biała. Być może nasze słońce z tej perspektywy z której je widziałam, też jest białe. Wyglądało to mniej więcej tak:


Tło w wizji nie było tak ciemne jak na przedstawionej grafice tylko w tle było dziecko a centralna gwiazda była w miejscu serca.
WOW! To było niesamowite! Po tym obrazie myślałam, że nic mnie już nie zaskoczy, ale się myliłam.
Przeszłam na czakrę splotu słonecznego i zobaczyłam gigantycznego zwierzaka podobnego do naszego żółwia, ale z jednym okiem, takim bardziej ludzkim niż zwierzęcym. Zwierzak ten poruszał się tak samo wolno jak nasz żółw. Na czakrze sakralnej zobaczyłam wodę. Ujęcie było takie jak gdyby kamera do połowy była zanurzona w wodzie i jednocześnie widać to co jest nad i pod wodą. Na początku jednak byłam pod taflą wody i zobaczyłam, że coś plusnęło do wody. Spod wody obiekty te wyglądały jak jeże, które wpadły do wody plecami i te kolce były pod wodą. A skoro pomyślałam o jeżu to po wynurzeniu się do połowy kamery oczywiście zobaczyłam jeżyki na plecach unoszące się na wodzie.
Po tej scenie opuściłam się do czakry korzenia a tam pełne zaskoczenie – kwiat rozchylający płatki a dokładniej widziałam pąk kwiatu w trakcie rozkładania płatków, aż do pełnego otwarcia. Kwiat ten przypominał nasze polne kwiaty takie jak np. ta stokrotka, tylko kolory były trochę inne:


Wzruszyłam się. Jeszcze nigdy nie czułam się tak dobrze, tak przyjacielsko i ciepło przyjęta przez osobę z którą się łączyłam. To niezapomniane uczucie. Wygląda na to, że dzieci z autyzmem mają niesamowite wnętrze, widzą i wiedzą o wiele więcej niż my. Mam teraz o czym rozmyślać gdyż nie wiem, czy obrazy które widziałam są próbą komunikacji Kevina ze mną, czy może odzwierciedlają to co się z nim dzieje a może chodzi o coś zupełnie innego, nie wiem, jeszcze tego nie wiem, ale myślę, że kiedyś się dowiem :)
Rozmawiałam z siostrą o tym i próbowałyśmy to interpretować na różne sposoby. Jak na razie doszłam do pierwszego wniosku. Otóż galaktyka, pseudo-żółw, pływające jeżyki i kwiat, to wszystko ma wspólny mianownik – spokój i ciszę. Kevinek w tym czasie spał i w związku z tym Ewelinka poprosiła mnie bym spróbowała się też połączyć w czasie gdy będzie aktywny, wówczas będzie go obserwować. Zrobię to po 21:00 i zobaczę jak będzie. Mam nadzieję, że tym razem nie poszczuje mnie już smokiem :)

No niestety wieczorne spotkanie nie było przyjemne. Ale opowiem po kolei. Tak jak rano połączyłam się z Kevinkiem z tą małą różnicą, że tym razem od razu zapewniłam wszystkich, że nie mam złych zamiarów i powiedziałam, że chcę się tylko bliżej poznać z energetyką Kevinka. Wszystko wydawało się OK. Zaczęłam wygładzać aurę i tym razem była nadal fioletowa ale jaśniejsza niż wcześniej. Przy drugim ruchu wygładzającym aura zaczęła blednąć, a przy trzecim stała się już całkiem biała. Zobaczyłam wówczas, że mój chrześniak pokrywa się gęstą białą mgłą. Dodatkowo dał krok do tyłu i zniknął całkowicie. Ciepło w moich rękach zaczęło słabnąć. Ponownie zapewniłam, że nie mam złych zamiarów, ale to zdało się na nic.
Wtem zobaczyłam przed sobą ciemny kaptur. Wewnątrz niego nie było nic widać gdyż tworzył cień. Po chwili zaczęło delikatnie i nieśmiało coś wychylać się. Dostrzegłam zarys chropowatej jasno szarej czy lekko kremowej maski. Pomyślałam, że może Kevin się ze mną bawi, lecz po chwili zrozumiałam, że to nie Kevinek – on był bezpiecznie ukryty. Maska wychynęła odważniej spod kaptura pokazując ukryte za nią czerwone oczy. Nagle opadła ukazując upiorną czarną, kosmatą facjatę z czarnymi rogami i w mgnieniu oka wpadło to coś na mnie. Ło Matko! Przeraziło mnie to. Poczułam ucisk w głowie – bardzo nieprzyjemne uczucie. Przez chwilę zrobiło się ciemno. Wzięłam się w garść i z całą stanowczością i przekonaniem powiedziałam, że nie boję się go i ma natychmiast odejść zabierając ze sobą te wszystkie śmigające przed moimi oczami czarne postacie. Znów zrobiło się jasno (biało). Ucisk w głowie nadal był, ale wydało się, że udało mi się rozgonić towarzystwo, zagadnęłam więc ponownie do Kevcia, mówiąc, że wszystkich przegoniłam i jest bezpiecznie. On jednak nie wychodził z mgły, poza tym moje dłonie nadal nie emitowały ciepła. Wtedy po prawej stronie mojego pola widzenia zobaczyłam, że zaczyna formować się czarna pajęczyna. Zrozumiałam, że wcale nie jest bezpiecznie i postanowiłam zakończyć „seans”.

Teraz jak piszę te słowa z moją głową jest już lepiej, ale zastosowałam procedurę oczyszczania siebie i mieszkania białą szałwią i energią ReiKi. Mam nadzieję, że ten zabieg wystarczy.

W związku z powyższym zdarzeniem nasuwają mi się pytania. Czy te złe energie krążyły wokół dziecka i ja weszłam na „linię ognia”? Czy może stało się to, przed czym ostrzegała mnie Justyna, że przez moje „świecenie” w świecie astralnym sama przyciągnęłam te „brzydale”, a uczestnictwo Kevcia było przypadkowe?

poniedziałek, 25 marca 2013

Okuden - Dwudziesty dzień oczyszczania.

25-02-2013r.
Miałam dzisiaj spróbować połączyć się z Kevinkiem, ale strasznie źle się czuję i przełożę to na jutro. Poza tym moja Mama ma dzisiaj operację na lewe kolano i nie mam głowy by myśleć o czymś innym a tym bardziej koncentrować się nad tym by połączyć się z Kevciem.

sobota, 23 marca 2013

Okuden - Osiemnasty dzień oczyszczania.

23-02-2013r.
Dzisiaj siostra poprosiła mnie o niecodzienną rzecz, bym spróbowała czy uda mi się cokolwiek zobaczyć u jej synka. Hmmm, oczywiście spróbuję. Kevin jest zdrowy, nie ma kataru, ani chorego gardełka, więc nie mam co wysyłać mu energii z intencją uzdrowienia, więc po prostu wygładzę mu aurę i spróbuję „zsynchronizować” czakry. Ciekawa jestem co i czy cokolwiek zobaczę tym bardziej, że Kevin ma autyzm, więc jego wibracje są bardzo wysokie.
Zrobię to w poniedziałek 25 lutego koło 10:00. U nich będzie 4:00AM, więc mój chrześniak będzie spał. Zauważyłam, że gdy dziecko śpi (mówię tutaj o moim synku) to energia mocniej płynie. Wydaje mi się, że ma to związek z odprężeniem ciała i wyciszonym umysłem co niweluje blokady jakie czasami powstają „na jawie” w czasie dnia.

niedziela, 17 marca 2013

Okuden - Dwunasty dzień oczyszczania.

17-02-2013r.
Rozmawiałam z siostrą na Skype. Zapytała mnie jak wyglądał przekaz energii wczoraj. Opowiedziałam jej wszystko, jak to wyglądało. Powiedziała mi, że czuła iż nie robię jej energii na plecy tylko w inne rejony ciała i miała wrażenie, że ta energia krąży po całym jej tułowiu. Cieszy mnie, że takie miała odczucia bo daje mi to nadzieję, że faktycznie działa na odległość! Ogólnie dzisiaj bardzo źle się czuła. Bolały ją plecy od karku po dolny odcinek. Być może rozpoczął się proces oczyszczania. Paweł też gorzej się czuje także zobaczę za kilka/kilkanaście dni jak to z nimi będzie i powiedziałam, że gdyby nastąpiło gwałtowne pogorszenie to niech dają znać, wówczas prześlę im energię z intencją złagodzenia objawów jakie teraz mają.

Pod linkiem https://www.facebook.com/events/229000577212435/ zapisałam się na darmowy przekaz ReiKi. To już za 30 minut. Ciekawa jestem, czy będę ją czuć :) Do tej pory to ja „dawałam”/przekazywałam innym tę energię, tym razem sama ją otrzymam. Dla zainteresowanych Pani Bożena przesyła w ten sposób energię raz w miesiącu.

O rany julek! Jest 22:35. Przekaz się skończył. Ależ to był .....koszmar..... nie czułam zbytnio ciepła, ale energia uderzyła w mój najczulszy punkt – astmę. No tak jakby słoń siadł mi na klatce piersiowej. Strasznie ciężko mi się oddychało. Gdyby nie świadomość, że to jest efekt działania ReiKi i że za jakiś czas przejdzie to musiałabym sięgnąć po inhalatorek. Tak jak myślałam, po 22:30 duszność puściła i znów oddycham swobodnie. Ło matko, niesamowite! Sama robiąc sobie energię nigdy nie miałam takich objawów. Ciekawe dlaczego tak się dzieje? Czy to wynik „mocy” i stażu jaką dana osoba dysponuje? Czy może przyczyna leży gdzie indziej?

sobota, 16 marca 2013

Okuden - Jedenasty dzień oczyszczania.

16-02-2013r.
Trzeci dzień przesyłania energii mojej kochanej siostrze i półmetek okresu zwanego oczyszczaniem. „Celowałam” tak jak wczoraj i przedwczoraj w dolny odcinek pleców. Dzisiaj jednak przekaz energii wyglądał inaczej. Otóż trzymając dłonie (na wyobrażonym fantomie) w okolicach krzyża energia płynęła w kolorze pomarańczowym. Od razu wpadła mi na myśl czakra sakralna. Najwidoczniej plecy dzisiaj nie potrzebowały już tak bardzo energii i odezwała się niedoenergetyzowana czakra. Stwierdziłam, że OK, skoro tak to wygląda to dzisiejszy przekaz energii poświęcę na czakry. By się upewnić, że to nie przypadek, prawą rękę przesunęłam w okolice czakry podstawy i faktycznie z dłoni popłynęła mi energia w kolorze czerwieni. To potwierdziło moją tezę, że organizm siostry dzisiaj potrzebuje wyrównania energetycznego. Poświeciłam się więc czakrom. Po chwili w lewej dłoni, która była na czakrze sakralnej zauważyłam, że kolor zaczyna blednąć i zmieniać się w żółty. Przesunęłam więc dłoń na splot słoneczny. Prawą rękę nadal trzymałam nad korzeniem. Po kolejnej chwili spodziewałam się, że zacznie dominować kolor zielony, ale nie, kolor zaczął się zmieniać na niebieski. Czakra serca nie potrzebowała energii. Wcale się nie dziwię, bo tylko osoba o wielkim sercu jest w stanie podołać takiemu życiu jakie zgotował jej los w tym wcieleniu. Ewelinka nie ma lekko i podziwiam ją za wszystko co robi i z jaką czułością dba o swojego chorego synka. To cudowna istota o kryształowym sercu. Bardzo ją kocham :). Wracając do tematu. Gdy kolor niebieski zaczął dominować, przesunęłam lewą rękę na gardło a prawą na splot słoneczny. Na splocie słonecznym energia była już biała.
Kiedy czakra gardła się „nasyciła” energią stwierdziłam, że skoro czakra serca tak dobrze pracuje to wyrównam pozostałe czakry właśnie do niej. Tak też uczyniłam. Spróbowałam jeszcze energetyzować dolny odcinek pleców, ale ReiKi już słabo „leciała” co (dla mnie) oznaczało, że czas zakończyć przekaz. Po tym wygładziłam jej aurę, pożegnałam się mentalnie i zakończyłam przesył energii.